Kalina

Kalina

piątek, 22 grudnia 2017

Czy Orzełek lubi dym?

Idąc za ciosem po artykule o rękawiczkach, po którym ku mojej wielkiej uciesze dotarło do mnie kilka ciepłych komentarzy ze środowiska kawaleryjskiego i rekonstrukcyjnego (za wszystkie bardzo dziękuję, gdyż to one najbardziej zachęcają do dalszej pracy), dziś wpis o zagadnieniu nieco innym.

Znów muszę sięgnąć pamięcią do swoich „ochotniczych” czasów, gdy niejednokrotnie byłem świadkiem sytuacji, gdy oficerowie KO upominali młodszych kolegów by nie palić papierosów w nakryciu głowy. Nawet rozmawiając pewnego razu z jednym z kolegów zapytał się mnie on tymi słowy: „Roch, ty jesteś ogarnięty w kwestiach regulaminowych – jak to było z tymi papierosami przed wojną?” Wtedy moja odpowiedź, choć dość lakoniczna ograniczyła się do zajęcia stanowiska, że nie było zwyczaju zdejmowania nakrycia głowy przy paleniu. Z resztą, nigdy żaden oficer KO na pytanie „ale dlaczego?” nie potrafił udzielić jednoznacznej, ani tym bardziej wyczerpującej odpowiedzi – tak więc  za chwilę może się okazać, że dam kawalerzystom-palaczom, a może i części rekonstruktorów broń do ręki. 

Gen. Sosnkowski pędzla W. Kossaka (1939)
W tle koniowodny w barwach 7pu.


Zanim jednak to nastąpi podam pomocną dłoń drugiej stronie. Mówiąc o zażywaniu wyrobów tytoniowych musimy pamiętać, że blisko sto lat temu ich wpływ na zdrowie i organizm był traktowany zdecydowanie mniej rygorystycznie. W miejscach publicznych i lokalach gastronomicznych palono papierosy dość swobodnie, a w latach 20-tych wśród wojskowych byłą wręcz pewna moda na „obnoszenie się” z papierosami. Wszak motyw kawalerzysty z papierosem – czy to w ustach, czy w trakcie zwijania go był bardzo popularny u Kossaków, mało tego, są nawet portrety oficerów – jak chociażby generała K. Sosnkowskiego – gdzie w jednej ręce trzyma papierosa, a w drugiej rękawiczki (w nawiązaniu do poprzedniego wpisu). Dlatego też twierdzę, że jedynym sposobem na ograniczenie nałogu tytoniowego wśród KO może być jedynie… propagowanie zdrowego trybu życia – w rozumieniu innym niż przedwojenne. A jeśli już muszą palić, to…

Orzełek lubi dym.

Po raz kolejny – tak jak miało to miejsce w przypadku rękawiczek, swoje badania oparłem o dwie rzeczy – vademecum „Oficer” z 1931 r. oraz analizę materiału fotograficznego. We wspomnianym podręczniku dość sporo miejsca poświęcono papierosom – w opisie przedmiotów, tak zwanych „drobiazgów” które powinny być uzupełnieniem sylwetki oficera czytamy:

„Papierosy nosi oficer w polu w papierośnicy skórzanej [być może w celu lepszego maskowania – skórzana papierośnica nie odbija tak światła jak metalowa, co jednak przy ostrogach, błyszczących oficerkach i metalowych obiciach łęków w siodle oficerskim wydaje się przesadzoną tezą – R.I.] – w garnizonie zaś w srebrnej. Papierosy dobrych gatunków można nosić również w oryginalnych pudełkach, w których są sprzedawane.” 

O ile w kwestii współczesnych kawalerzystów musieliby oni zadecydować, jakie papierosy są „dobrego gatunku” i które ewentualnie można pozostawić w oryginalnych pudełkach, tak dla rekonstruktorów nie ma zbyt dużego wyboru – trzeba się zaopatrzyć w papierośnicę, albo reprodukcję przedwojennych pudełek.
Co zaś tyczy się samego palenia, to stanowczo starano się ograniczać sytuacje w których oficerowi można było zapalić:
Thug life...
„PALENIE TYTONIU.
W trakcie trwania zajęć służbowych (wyjątek: praca w biurach itp.) oficer nie może palić.
W toku załatwiania spraw służbowych, nawet z młodszymi stopniem, nie należy palić.
W trakcie przerwy w zajęciach służbowych oraz w biurach w obecności przełożonego oficer nie pali, ani też nie zwraca się z prośbą o pozwolenie zapalenia.”
Oczywiście vademecum nie było sztywnym regulaminem, więc książka sobie, a proza życia codziennego sobie – co może udowodnić zdjęcie podesłane mi przez Pawła Janickiego, a które wgniotło mnie w fotel, a szczękę zbierałem z podłogi (trochę też ze śmiechu nad tym, jak bardzo malutcy jesteśmy jeśli chodzi o odtwarzanie przedwojennego wojska) – oto przed państwem oficer inspekcyjny jednego z dywizjonów artylerii konnej, bez wątpienia w trakcie zajęć służbowych, przy szabli i z opuszczoną na brodę podpinką, przemierza teren koszar… z papierosem w ręce… Thug life…

Z resztą, w naszej Baterii, wojsku motorowym, gdzie służba była ciężka i brudna – o czym świadczyć może chociażby dwukrotnie szybsze zużywanie się umundurowania i wyposażenia - z pewnym przekąsem i szyderczym uśmiechem patrzymy na coraz popularniejszy widok rekonstrukcyjnego starego wojska, które popada w dwie skrajności. Albo wygląda jak obraz z cytatu z „Pana Generała” z C.K. Dezerterów, który rubasznym głosem krytykuje „wraca oficer, prosto z burdelu…”, albo też obserwujemy wypieszczonych podchorążych, chorążych, i inne szarże które „na boczku” uprawiają lansik w uproszczeniu sprowadzony do zamkniętej pętli – „salucik, rękawiczka, fajeczka”.

Jak widać, w wojsku raczej starano się jeśli nie zwalczać, to przynajmniej ograniczać sposobność do palenia papierosów. Nigdzie jednak nie natknąłem się na kuriozalny zakaz, czy sugestię, że nie powinno się palić w nakryciu głowy, a tym bardziej w takim, na którym znajduje się orzełek. Czytając dalej „Oficera” natkniemy się na taki fragment:

„Na ulicy.
(…)
Ukłony wojskowe oddaje oficer zawsze prawą ręką, sprężyście i w sposób zgodny z przepisami, bez względu na to, do kogo są skierowane. [biorąc pod uwagę, że w wojsku polskim nie ma tradycji salutowania do gołej głowy należy uznać, że czapka na ulicy jest obowiązkowa, ale to chyba nie ulega wątpliwości]
(…)
W ręce oddającej ukłon nie można jednocześnie trzymać papierosa lub rękawiczki. Nie do pomyślenia jest papieros w ustach. W ogóle powinien oficer znaleźć tyle silnej woli, aby nie palić na ulicy.


Cytowany fragment dobitnie pokazuje, że na ulicy, choć myślę, że można to ogólnie podciągnąć po sytuację poza budynkami, papierosy palono bez zdejmowania nakrycia głowy. Czego dowodzi również przeanalizowany materiał fotograficzny.

Oficerowie 1psk
Podchorążacy
Dwa pierwsze zdjęcia dotyczą co prawda polowego nakrycia głowy – furażerki – w dodatku pozbawionej w obu przypadkach orzełka (którego dziś KO nosi na każdym możliwym nakryciu głowy). Pierwsze przedstawia przyszłych oficerów z podchorążówki na zdjęciu grupowym, drugie natomiast, już czytelnikom znane, grupę oficerów 1psk.  Oficer na drugim zdjęciu, o czym już wspominałem, jest w sytuacji bardzo niewzorcowej, stojąc w rozpiętym płaszczu, jakby to ktoś mógł powiedzieć, wręcz „rozebrany” przy kobiecie i jeszcze z papierosem w dłoni. Przypomina mi się moja krótka rozmowa z rtm. Kaw. Och. Piotrem Szakaczem na zeszłorocznych (2016 r.) Dniach Ułana w Poznaniu, kiedy to zapytał mnie, czy aby przypadkiem członkowie mojej grupy nie chodzili poprzedniego wieczoru w porozpinanych płaszczach. Odpowiedziałem, że faktycznie taka sytuacja miała miejsce, że narzuciliśmy sobie na plecy płaszcze, które z resztą krążyły z jednych ramion na drugie, gdyż noc była zimna, a zmarzluchów więcej niż okryć. Z resztą, na podkreślenie, że nie zrobiliśmy nic złego, bogatszy o te analizy uznam, że był to czas zupełnie prywatny, nie miało to miejsca w trakcie trwania oficjalnej części obchodów, ani zawodów, lecz po ich zakończeniu na dany dzień, a nawet przed rozpoczęciem na dobre, gdyż sytuacja dotyczyła wieczoru poprzedzającego pierwsze starty – tyle słowem dygresji.
Palarnia w 1 pułku szwoleżerów

Kolejne trzy zdjęcia dotyczą już umundurowania garnizonowego. Pierwsze przedstawia dwóch oficerów 1 pszwol, być może na ławeczce-palarni na terenie koszar. Rotmistrz z lewej strony pali papierosa w nakryciu głowy. Zdjęcie myślę, że jest jak najbardziej naturalne, swoją drogą pokazująca zwykłe koszarowe życie.

Drugie i trzecie zdjęcie dotyczą opisywanej przeze mnie w poprzednim artykule grupy zdjęć ulicznych. Na pierwszym widzimy oficera 68pp z Wrześni (nota bene zdjęcie z tej samej ulicy jest w poprzednim artykule) palącego papierosa. Rogatywka na głowie, papieros w lewej ręce, co by nie przekładać z ręki do ręki gdy zajdzie potrzeba oddania salutu. Ostatnie natomiast nie ukazuje co prawda oficera a starszego podoficera, jednakże myślę, że nie ma to dużego wpływu na obraz sytuacji. Sierżant piechoty uwieczniony na letnim spacerze z żoną (?).
Oficer 68pp z papierosem

Na otarcie łez wszystkim, którzy sprzeciwiają się „kurzeniu na orzełka” przesyłam jedyne zdjęcie na którym widziałem ową „scenę jak ze snu” – kapitan i porucznik artylerii konnej, co ciekawe gdzieś w lesie, może podczas przerwy od zajęć, z papierosami i rogatywkami w rękach. Ale czy jedno z drugim jest tu w jakikolwiek sposób połączone?

Podsumowaniem chyba może być jedynie stwierdzenie, że łatwiej i sensowniej byłoby zabronić „współczesnym kawalerzystom” palić w mundurze w ogóle, niż bez nakrycia głowy. Wystarczyłoby, aby oficerowie przeciwni nałogom tytoniowym zaczęli ukrócać tą praktykę wzorem gen. Stefana de Castenedolo-Kasprzyckiego, komendanta Szkoły Kawalerii w Grudziądzu, który podczas omawiania jakiegoś ćwiczenia na świeżym powietrzu zauważył młodego oficera palącego papierosa, który na zrobioną uwagę odrzekł naiwnie, iż sądził, że na świeżym powietrzu wolno palić. Otrzymał odpowiedź generała: „Tam gdzie ja jestem, nie ma świeżego powietrza.” 

2 komentarze:

  1. Fajny napisany tekst dający wskazówki palaczom.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz, zapraszam do zapoznania się z innymi tekstami :)

      Usuń